sobota, 28 listopada 2015

Od Stein'a

-Wychodź zaraz z tego pokoju i nie wydziwiaj! - krzyknął mój opiekun. Ja jednak nie odezwałem się ani słowem i nawet niee drgnąłem. Usłyszałem jak mężczyzna wzdycha za drzwiami:
-Franky... proszę cię. Nie chcesz jechać do nowej szkoły? Poznasz nowych ludzi i będziesz w stanie rozwijać swe umiejętności, więc czemu teraz zamykasz się w pokoju i nie chcesz wyjść? - spytał zrezygnowanym głosem.
-Samochód. - mruknąłem – Pojedziemy tam samochodem, prawda? - nie wiem czy mężczyzna słyszał cokolwiek. Mówiłem z twarzą przyklejoną do poduszki, więc nie byłem tego pewien.
-Hm? - spytał. Jednak nie dosłyszał.
-SAMOCHÓD! - wrzasnąłem wściekły, warknąłem i znów wtuliłem twarz w poduszkę – Nie pojadę nigdzie tym szatańskim wynalazkiem, choćbyście mnie mieli tam zaciągnąć na siłę. - powiedziałem dosyć głośno, ale mniej agresywnie.
-A! O to ci chodzi... czemu od razu nie powiedziałeś? Dowiedziałbyś się wtedy, że nie jedziemy samochodem ani żadnym innym podobnym wynalazkiem. - wypowiedział z wielką ulgą w głosie. Momentalnie wstałem, otworzyłem drzwi i stanąłem przed mężczyzną:
-Nie? - spytałem nie wierząc własnym uszom.
-Pani psycholog uznała, że nie zadziała to za dobrze na twoją już i tak zszarganą psychikę i sprawi, że możesz mieć problemy w zaklimatyzowaniu się w nowej szkole, więc stwierdziła iż najlepiej będzie, jeśli znajdziemy ci inny środek lokomocji będzie o wiele lepiej. - poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu – Jedziemy pociągiem. Pociągi są o wiele bezpieczniejsze i znajdują się zwykle z dala od dróg. Nie boisz się kolei, prawda? - spytał upewniając się. Pokiwałem przecząco głową nadal nie pewny tego całego bezpieczeństwa pociągów, ale było to sto razy lepsze od samochodu. Mimo, że byłem nieco pocieszony to jakoś tego nie okazywałem, ponieważ nadal miałem nie małe wątpliwości.
-No i co taka pochmurna mina, doktorku? - spytał roześmiany czterdziestolatek czochrając mi czuprynę – Powinieneś się cieszyć. Przed tobą nowe perspektywy, a ty mi tu marudzisz.
-Nie marudzę. - stwierdziłem uginając się pod masywną ręką mężczyzny – Po prostu jestem nieprzekonany. - wzruszyłem ramionami.
-No już, już ty mądralo. - zaśmiał się – Bierz się za pakowanie. Jeszcze dzisiaj jedziesz do nowej szkoły. Masz godzinę. Bierz się do roboty. - klepnął mnie mocno w plecy i ruszył do swojego gabinetu wielce zadowolony. Ja tylko patrzyłem jak znika w następnym korytarzu po czym westchnąłem i mozolnym krokiem udałem się z powrotem do swojego pokoju, by się spakować. Nie miałem wiele rzeczy. Kilka ciuchów, książki, jakieś drobiazgi i przyrządy do badań. Wszystko to zmieściło się w jednej dosyć sporej, białej walizce z wygrawerowanymi szwami. Nim upłynęła pełna godzina ja już ostatni raz spojrzałem na swój pokój, w którym wychowywałem się od małego berbecia i ruszyłem na dziedziniec. Wyszedłem na zewnątrz, usiadłem na schodach i zacząłem od niechcenia rozglądać się po starych włościach. Dobrze mi znany plac zabaw, polna ulicy, którą przejeżdżał jeden samochód na dzień, sklep pani Kowalskiej i oczywiście piękny zagajnik, w którym spędzałem większość mojego czasu z dala od reszty mieszkańców sierocińca. Trudno mi było się rozstawać z tym miejscem, ale chciałem kształcić się pod kierunkiem biologi. Z rozmarzeniem patrzyłem na bujane przez wiatr korony drzew aż w końcu ktoś położył mi rękę na ramieniu:
-Gotowy? - spytał dyrektor.
-Taa. - podniosłem się, poprawiłem kitel i spojrzałem na mężczyznę.
-Chodź. Za niedługo masz pociąg. - mężczyzna wziął moją walizkę i ruszył ku polnej dróżce. Ostatni raz spojrzałem na obraz budynku, który był domem moim i Spirit'a. Widziałem znajome twarze za oknami. Patrzyły na mnie pokazując różne emocje. Inni cieszyli się z mojego odejścia, inni smucili, a jeszcze inni mieli to głęboko gdzieś. Rzuciłem im tylko gniewne spojrzenia i energicznie ruszyłem za mężczyzną. Nie zawsze było tam tak różowo i nagle te przykre sytuacje wróciły do mojej świadomości. Nie miałem już wątpliwości.
~~~~***~~~~
Stacja była pusta jak to bywa na odludziu. Siedziałem razem z czterdziestolatkiem na drewnianej ławce czekając na pociąg. W końcu echem rozległ się świst i z oddali zobaczyłem pociąg. Podniosłem się i wziąłem do ręki walizkę:
-Wiesz, że nie mogłeś zostać, prawda? - powiedział już poważnie, wysoki mężczyzna.
-Wiem, ale i tak nie chciałem zostać. - rzuciłem – Za to wiem też, dlaczego rodzice mnie nie chcieli i nawet nie nadali mi imienia. - powiedziałem przykrym tonem – Byłem, jestem i będę dziwolągiem. Nic nigdy tego nie zmieni. Mogę jedynie pomagać innym, którzy mają możliwość normalnego życia. - pociąg z charakterystycznym piskiem zatrzymał się. Otworzyłem jedne z drzwi i wniosłem walizkę do środka:
-Dziękuję panu... za wszystko. - rzuciłem ze smutkiem, zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem do pierwszego wolnego przedziału. Zasłoniłem zasłony i zabarykadowałem się, by nikomu nie przyszło do głowy przyłączyć się do mojego przedziału. Zanim zdążyłem zająć się czymś sensownym udało mi się już zacząć myśleć o najgorszych rzeczach. Nowa szkoła? Jasne... zacznie się nowe piekło.
~~~~***~~~~
Pociąg zatrzymał się, ale wiedziałem, że mimo tego iż na rozkładzie ma napisane, że w stolicy kończy swą trasę to tak naprawdę jechał jeszcze na jedną stację – na stację mojej nowej szkoły, w której byli podobni do mnie... ci nieco inni. Zbliżał się wieczór. Słońce zachodziło za horyzont tworząc kolorowe światła. Pociąg ruszył ponownie i jechał kolejną godzinę aż w końcu zatrzymał się na pustej stacji. Pospiesznie opuściłem pojazd i znalazłem się w gęstym lesie na pustej stacji. Mruknąłem szkaradnie przekleństwo pod nosem i ruszyłem do płaskiej powierzchni licząc na to, że może jest to droga do mojej nowej akademii. Mozolnie ruszyłem się ze stacji i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem dorożkę zaprzężoną w dwa czarne jak smoła konie. Siedziała w pobliżu dziewczyna czytająca jakiś magazyn. Prawdopodobnie jakaś prasa z miasta. Podszedłem bliżej:
-Witam. - powiedziałem przyciszonym głosem. Dziewczyna oderwała się od czytanego tekstu i przyjrzała mi się.
-Nie łatwo cię przeoczyć, kolego. - rzuciła wesoło i wstała energicznie zbliżając się do dorożki – Wsiadaj. Musimy dojechać zanim się ściemni. - wsiadła na swoje miejsce i wskazała siedzenia za sobą.
-Em... okey. - wzruszyłem ramionami. Załadowałem walizkę i wsiadłem do pojazdu. Byłem mile zaskoczony takim obrotem sprawy.
Dziewczyna nie uciekła jak poparzona. Musiała być niezłą aktorką... albo osobą wyjątkowo obeznaną w dziwolągach. Czyli można powiedzieć, że początek miałem w miarę znośny. Nagle coś zaczęło smyrać mnie po nosie. Wybudziłem się z zamyślenia, a tu.. ogon. Najprawdziwszy koci ogon z dzwoneczkiem. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę ze zdziwieniem. Była kotem tylko, że... miała dłonie, nogi i postawę jak człowiek.
-Coś nie tak? - spytała zdziwiona.
-Nie, nie. - zacząłem zaprzeczać – Skądże znowu. - zachichotałem – Masz ładny ogonek. - wskazałem na kręcący się przed moją twarzą ogon z dzwoneczkiem. Dziewczyna zachichotała.
-Dzięki. Już myślałam, że powiesz, że większego dziwoląga nie widziałeś.
-Pani chyba nie widziała prawdziwego dziwoląga. - uśmiechnąłem się, ale w środku nie zupełnie. Chciałem być już w tej szkole. Oparłem się wygodnie i spojrzałem w niebo. " Z pewnością będzie ciekawie " - pomyślałem.
Droga minęła i w końcu się zatrzymaliśmy. Przeciągnąłem się i wyskoczyłem z pojazdu po czym wyciągnąłem walizkę.
-Dzięki za podwózkę. - rzuciłem i spojrzałem na budynek nowej szkoły – Ech... to był męczący dzień. Chce do łóżka... - ziewnąłem. Byłem zmęczony do tego stopnia, że nie zauważyłem ogromnej niezwykłości tego miejsca. I chyba przez nieuwagę wszedłem nie do tego wejścia co powinienem, bo jakimś cudem wylądowałem na drugim końcu budynku, czyli na jakiś ogrodach. Oprzytomniałem nieco widząc drzewa i dużo kolorowej roślinności.
-Hm... ciekawe. - powiedziałem do siebie i ruszyłem wzdłuż drogi. Wokół panował lekki półmrok, ale mimo to bardzo chciałem zobaczyć ogród. Szedłem tak przed siebie kilka minut, aż w końcu coś się zaszkliło. Woda. Podszedłem bliżej i wylądowałem na moście nad jeziorkiem. Zaraz obok rosły piękne kwiaty. Odłożyłem walizkę obok i zmęczony usiadłem na krawędzi mostu opierając ręce na prętach. Spojrzałem w taflę wody zmęczonym wzrokiem:
-Czemu jestem taki zmęczony? - spytałem sam siebie. Ponownie ziewnąłem i oparłem się wygodniej o most wpatrując we własne odbicie. Mrugnąłem, a kiedy ponownie otworzyłem oczy zobaczyłem odbijające się w tafli wody odbicie Spirit'a.
-Spirit?! - spytałem z niedowierzaniem i odwróciłem się za siebie, ale się rozczarowałem. Za mną nie stał mój przyjaciel, a jakiś obcy mężczyzna.

Lucas?
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony