- Bez pożegnania? - spytała i przytuliła mnie.
- Mam nadzieje, że do mnie dołączysz w przyszłym semestrze? - spytałem.
- Postaram się. Trochę jeszcze narozrabiam i widzimy się za pół roku.
- No ja myślę.
Wyszedłem ze szkoły i wsiadłem do samochodu. Jedna większa walizka, nic więcej. Ostatni raz spojrzałem na Mal. Jej fioletowe włosy rozwiewał wiatr. Tak... Mal jest taką buntowniczka. Ubiera się dość odważnie. Nawet gdy wymaga tego okoliczność, taka jak na przykład akademia, zachowuje swój styl. Kiedyś nawet zrobiłem jej takie zdjęcie. Wyjąłem telefon i poszukałem go.

- Jestem Alice Conolly, wicedyrektorka, a a ty?
- Dominic Sherwood.
- Ach tak, czekaliśmy na ciebie.
Poszedłem z nią do gabinetu i dała mi klucz do pokoju, jakieś papiery i pozwoliła iść. Szybko znalazłem pokój i zostawiłem w nim rzeczy. Wziąłem tylko paczkę papierosów i zapaliczkę. Wyszedłem z pokoju i zamknąłem go. Z prędkością światła przemknąłem do lasu i oparłem się o drzewo. Wyjąłem papierosa i zapaliłem. Po chwili poczułem, że na drzewie ktoś siedzi i tez pali.
- Podpalisz to drzewo - powiedziałem
- Nie ja jedyna jeśli chodzi o to drzewo - postać zeskoczyła - przedstawisz mi się? - zapytałam.
- Dominic Sherwood.
- Sonohara Hale-Storm.
- Widzę, że nie jestem tutaj jedynym krwiopijcą? - zaciągnąłem się.
- No nie. Od ilu lat jesteś?
- Cóż... powiem tyle, że tego roku kończę szkołę na dobre. Nie będę potarzał tej samej klasy kilkaset razy.
Spojrzał na mnie po czym tez się zaciągnęła.
<Sono>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz