Chyba nie lubi kotów. Mój wewnętrzny radar tak mi właśnie podpowiadał.
Chłopak wyminął mnie szeroki łukiem, a potem gdzieś polazł. Nie powiem, wkurzyłam się lekko. Jak można nie lubić kotów?
W sensie mi wolno, bo to badziewna moc, ale jemu już nie. Nie i kropka.
Jako, że nie miałam nic do roboty, zaczęłam za nim podążać. Niezłą
radochę sprawiało mi to jak co chwilę się oglądał, a potem przyspieszał
kroku.
W pewnym momencie, zbyt skupiony na mnie, żeby widzieć kogokolwiek w
około, podążał kolizyjnym kursem na jakiegoś nierozgarniętego rudzielca.
Miauknęłam w jego stronę, co miało oznaczać „uważaj idioto”, ale oczywiście nie ogarnął. Typowe.
Z impetem władował się w dziewczynę. Odskoczyli od siebie, a potem zaczęli się uśmiechać. No zajebiście.
- Przepraszam, moja podzielna uwaga jest do kitu – rudzielec wyciągnął w jego stronę dłoń – Jestem Sono.
Mój „przyjaciel” potrząsnął wyciągniętą kończyną.
- Tom – mruknął, ale jakoś tak przyjaźnie.
Tak nie może być. Znów przybrałam ludzką formę i podeszłam do wesołej parki.
- A ja Morgan – mój głos był wyjątkowo słodki.
Spojrzeli na mnie jak na kosmitę.
- Jak… co? S… Skąd ty tu…– rudzielec gubił się w słowach, a Tom patrzył tępo w moją stronę.
- Och, masz problemy z jąkaniem? Gdzieś tu musi być logopeda –
wysyczałam do rudej – Sama znajdziesz, czy z chodzeniem też masz
problemy?
Sono spojrzała na mnie z niedowierzaniem i, wielce obrażona, szybko się oddaliła.
Spojrzałam na Tom’a. Dalej miał ten samo idiotyczny wyraz twarzy co wcześniej.
- Wiesz… dziwnie pachniesz. Kim jesteś? – zapytałam, zbliżając się
powoli – Mag? Wampir? A może… Wilkołak? – uśmiechnęłam się – To by
tłumaczyło dlaczego nie lubisz kotów.
(Tom?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz