czwartek, 3 grudnia 2015

Od Lucasa d.c. Stain'a

- Luck, znowu? - usłyszałem głos dyrektora za swoimi plecami, na chwilę oderwałem się od swojej ofiary
Był nią mianowicie jakiś drągal, mag z przedostatniej klasy, który ostatnio strasznie mi się naprzykrzał. Był już nieprzytomny, a dookoła niego rozlana była kałuża krwi. 
- Nie moja wina, że mnie wkurwiał - odpowiedziałem jakby nigdy nic i kopnąłem leżącą na ziemi postać po raz kolejny w brzuch. 
Facet wydał z siebie jęk bólu, a na moje usta mimowolnie wkradł się uśmiech. Nie lubiłem zadawać bólu... No dobrze, nie wszystkim, ale jak już upatrzyłem sobie odpowiednią osobę - zarozumiałego maga, który myśli, że bycie strażnikiem to banał, a wszystkich magicznych traktuje jak zabawki - to ich krzyki i jęki tylko bardziej mnie ekscytowały. 
- Starczy - usłyszałem za sobą tym razem dużo bardziej szorstkie słowa
Prychnąłem, chciałem wymierzyć swojej ofierze kolejnego kopniaka kiedy niespodziewanie, jakby spod ziemi wyrósł między nami dyrektor. Wystarczyło jego delikatne pchnięcie i już siedziałem urażony na ziemi, a kiedy zobaczyłem czerwony, złowieszczy błysk w jego oczach zaraz cofnąłem się jeszcze o dwa metry. 
- Powiedziałem coś - warknął nieprzyjemnie, a ja chcąc nie chcąc energicznie pokiwałem głową
Obserwowaliśmy chwilę siebie nawzajem. Po paru minutach pan Medrain westchnął ciężko i spojrzał na drugiego ucznia, który zniknął od razu tak samo jak kałuża krwi. Pewnie od razu znalazł się w skrzydle szpitalnym. 
- Mam Cię znowu zapisać na jakąś terapię? Jak nie zamykasz się w sobie to robisz się agresywny i tak w kółko - powiedział stawiając mnie na nogi telekinezą 
Wzruszyłem ramionami. 
- I tak nie będę tam przychodzić - zauważyłem kwaśno 
- Więc można znajdź sobie lepsze hobby od pokazywania nieco zarozumiałym uczniom, że nie jesteś popychadłem - zaproponował 
- Nie chce mi się znowu o tym gadać - rzuciłem tylko ruszając korytarzem. 
Denerwowały mnie te ciągłe pogawędki o tym jaki to ja jestem, a jaki być powinienem. Jestem w końcu złym duchem, zbłąkaną duszą, demonem.... jak to sobie wszyscy tłumaczą. Właściwie nikt nie umie sprecyzować czym jestem. Częścią człowieka, duszy? Czy może potomkiem szatana jak inne demony? Wszyscy przynajmniej wiedzą skąd pochodzą, co jest im przypisane, przynajmniej w tej szkole. Mnie tutaj wysłali by się mnie pozbyć, bym mógł sobie siedzieć tutaj i nikomu nie przeszkadzać, a najlepiej jakbym zniknął gdzieś w lesie i nigdy nie wrócił jak inne Wendigo w historiach. Bla, bla, bla, sranie w banie. Skoro wszyscy mają mnie gdzieś będę robił co chce, w końcu i tak wszystko im jedno co się ze mną stanie. 
Wyszedłem szybkim krokiem na zewnątrz. Był już wieczór, księżyc wolno wkradał się na niebo. Na chwilę lekko się uśmiechnąłem. Nie na długo. 
"Przecież nie jesteś wilkołakiem ośle" - zganiłem się w myślach. 
Nasunąłem kaptur na głowę i ruszyłem w kierunku lasu. Minąłem ogrody. Zauważyłem jakąś postać siedzącą na moście. Co za debil siedzi tam w środku nocy? Ah... no tak.... Z walizką. Pewnie jakiś nowy. Właściwie gdyby nie siedział mi na drodze nic by mnie to nie obchodziło. Odwróciłem wzrok, przeniosłem go na las. To chyba jedyne miejsce, do którego mnie ciągnie, w którym czuję się normalny i potrzebny. 
- Czemu jestem taki zmęczony? - usłyszałem głos chłopaka
No, no! Jest tu dopiero od niedawna, a już gada do siebie! Widać, że albo mu się to miejsce zaczęło udzielać albo jest dla niego stworzone!
Minąłem go na moście bez słowa gdy nagle podskoczył jak oparzony. 
- Spirit?! - krzyknął odwracając się do mnie ale zaraz mina mu zeszła
Najwidoczniej oczekiwał kogoś innego, ale co ja mu poradzę? Nikt nigdy nie oczekuje mnie więc zbytnio mnie to nie zdziwiło. Wyszczerzyłem do niego zęby, które jak sam poczułem były już niego szpiczaste... Już w końcu noc, a do lasu tak blisko... Chciałbym się już zanurzyć w jego gęstwinie. 
- Nie, strzelaj dalej, tylko kogoś nie zabij - zadrwiłem patrząc na niego z góry 
Kaptur nieco opadł mi na oczy przez co sam zauważyłem, że im także udzielił się ten klimat przez co zaczęły świecić na czerwono. Może chociaż źrenice mi zostały by nie przerazić go zupełnie? 

< Stain?>

Notka:
Nie martw się w opowiadaniu tym tutaj, zaraz Lu spoważnieje. Czasem ma lekkie wahania nastroju ale niezbyt duże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony