wtorek, 29 grudnia 2015

Od Laury

A jednak stało się tak jak zapowiadała mi moja mama, trafiłam do szkoły. Spojrzałam na moja rodzicielkę. Wiedziałam, że jest już za późno na odwrót.
-Powiem to ostatni raz. - Zaczęła spokojnie. - Od dzisiaj sama za siebie odpowiadasz. Nie będę słuchać o tym jak kolejna osoba zginęła przez Ciebie, bo nazwała Cię kujonką.
-Ona zaczęła. - Syknęłam.
-Skończ! - Warknęła na mnie matka. - Przez Ciebie muszę wyprowadzić się z miasta.
***
Na miejscu wypakowałam rzeczy i dostałam klucz do swojego pokoju. Szybkie pożegnanie się z mamą i ... No właśnie i co dalej?
Westchnęłam, szybko przemknęłam spojrzeniem po torbach, kartonach, walizkach i wreszcie po dwóch motocyklach. Podwinęłam rękawy i zaczęłam nosić swoje rzeczy do nowego pokoju. Trzy kursy w tą i z powrotem i po wszystkim. Rozpakowanie nie zajęło mi dużo czasu. Spojrzałam na zegarek było jeszcze sporo czasu. A z tego co się dowiedziałam otworzyli tutaj całkiem nową i dobrze rozwiniętą salę botaniki. Wyciągnęłam z torby niewielką szklaną buteleczkę, w środku znajdował się czerwony, gęsty płyn. Uśmiechnęłam się sama do siebie, wrzuciłam swój wynalazek do kieszeni bluzy i wyszłam z pokoju zamykając go za sobą. Chwilę zajęło mi odnalezienie celu mojej podróży. Bo jak się okazało to były ogromne szklarnie, a nie sala. Nie ma to jak wypisywać głupoty na stronie szkoły, pomyślałam i wyciągnęłam fiolkę. Położyłam ją na blacie obok doniczki. Z drugiej kieszeni wyciągnęłam saszetkę z jednym małym nasionkiem. Włożyłam je delikatnie do dołka w doniczce i przysypałam ziemią.
Złapałam fiolkę i rozrobiłam jej zawartość z kilkoma kroplami wody. Dokładnie wymieszałam zawartość i miałam już wylać.
-Hej.
-Hej. - Odpowiedziałam nie odwracając się. - Cofnij się, nie gwarantuje, że nie wybuchnie. - Uśmiechnęłam się pod nosem i szubko wylałam płyn do doniczki. Po czym odwróciłam się i złapałam nieznajomą osobę za ramię, schowaliśmy się za rogiem w ostatniej chwili.
-Co... - Słowa przerwał wybuch. Odczekałam kilka sekund i wychyliłam się.
-Kur... - Zaklęłam pod nosem, wyciągnęłam paczkę z papierosami z moich szortów. Wzięłam jednego papierosa z paczki oraz zapalniczkę. Odwróciłam się w stronę nieznajomego.
-Jestem Laura. Przepraszam za to... - Rozejrzałam się, a wokół panowało delikatne pobojowisko. Doniczka rozleciała się w drobny mak, zresztą szkło tak samo. Wszędzie leżała ziemia, wybuch nieźle przypalił też blat stołu. Ledwo przyjechałam i już przypalam przedmioty, westchnęłam w duszy. - Palisz? - Wyciągnęłam papierosy w kierunku nieznajomego.
Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony