- Nie bądź taki, przecież wiesz, jak ta szkoła przygotowuje do życia - powiedziała mama, zsuwając ze mnie kołdrę.
- Nie chodzi o to, tylko o to, że muszę zostawić was tu na cholernie długi czas - burknąłem siadając na łóżku.
- Zawsze mogę Billa przenieść do ciebie, ale to dopiero na semestr.
- Ta opcja mi się podoba.
Nie cierpię zostawiać Billa. Nienawidzę być z dala od niego. Jest moim bliźniakiem, do jasnej ciasnej. Jesteśmy jednym duchem w dwóch ciałach.. No i jesteśmy jak lusterko. On jest przed, ja w. Dlatego ja jestem lewo, a on praworęczny. To jest ta magia w nas. Magia w posiadaniu bliźniaka. Może i się różnimy - wyglądem czy zachowaniem, ale kiedy z niego zmyje się makijaż, zdejmie mu się kolczyki i te wszystkie ubrania, jest zupełnie jak ja. Chociaż on ma szerszą szczękę, jest wyższy i szczuplejszy. No ale kurde, bliźniak! Jednojajowy! Zawsze lubiłem go wkurzać, znikając mu z pola widzenia. Za to on, potrafi latać, i denerwuje mnie, ponieważ często podbierał mi rzeczy i wylatywał z domu, rzucając gdzieś do sadzawek. Jednak dorośliśmy, jesteśmy pełnoletni. Szkoda tylko, że muszę wyjechać. Pieprzone 10 minut nie robi różnicy!
Ale ktoś musi opiekować się mamą, dlatego Bill powinien zostać.. On umie pomóc i takie tam, ja się od tego wymigiwałem i teraz żałuję.
- Pora się spakować - mama rzuciła mi torbę podróżną na podłogę - Ubrania, potrzebne przedmioty typu szczoteczka, pasta do zębów, szczotka, patyczki do uszu..
- Poradzę sobie - spojrzałem na nią z politowaniem - Mam 18 lat, gdybyś zapomniała.
- Wiem, Tom. Ale po tych 18 latach ty jako pierwszy opuszczasz rodzinny dom.
- Tak samo było z twoim brzuchem. Bill nie wiedziałby, jak się urodzić, gdybym ja nie zrobił tego pierwszy - uśmiechnąłem się do niej, na rozluźnienie atmosfery - Gdzie on właściwie jest?
- Śpi.. Wczoraj był tak zaspany, że zamiast cukru z woreczka do herbaty dosypał sobie proszki nasenne. Oh, ten mój Billy!
- Nie zapomnę jak dwa lata temu siedział mi na kolanach i śpiewał piosenkę, tylko nie pamiętam, jaką. Był tak schlany, że szok.. Cud, że w ogóle dał radę usiedzieć!
Mama się zaśmiała.
- No cóż, zjedz śniadanie. Za godzinę masz pociąg. - westchnęła składając moją ulubioną bluzkę w idealną kratkę.
- Za godzinę? Kiedy Bill wziął te proszki i ile?
- Wczoraj około dziewiątej, wsypał sobie trzy łyżeczki.. Czyli pewnie obudzi się za jakieś dwie godziny..
- Nie wyjadę bez pożegnania z bratem - skrzyżowałem ręce na piersi
- Poskładaj resztę ubrań a ja spróbuję go obudzić. Ale Tom - zatrzymała się - POSKŁADAJ, nie pozwijaj i wrzuć do torby.
- Jasne, jaaaasne.. - wziąłem spodnie, złożyłem je i włożyłem do torby. Kiedy wyszła, wszystkie koszulki upchnąłem po rogach bagażu, spodnie zwinąłem w ruloniki. Z łazienki zabrałem swoje rzeczy i też je skitrałem w torbie. No i co? Jestem spakowany.
Zszedłem do kuchni i zrobiłem sobie płatki. Może ostatni raz w ciągu tego wyjazdu je jem? Ciekawe, co tam podają.. Mam profil sportowy, pewnie same zdrowe i odżywcze rzeczy. No ale kurczę, jakimś burgerem czy colą od czasu do czasu nikt nie pogardzi! Z resztą, pożyjemy - zobaczymy.
Bycie wilkołakiem nie jest fajne. Ile bym dał, żeby być normalny.. A nie, chować się przed każdą pełnią, żeby tylko żadna stróżka jej światła mnie nie dopadła. Co ja zrobię tam? Tu zawsze mama zamykała mnie w piwnicy, gdzie oprócz lampy nie było światła w ogóle. Wtedy pilnował mnie Bill.. Tresował mnie. O tak, tresowany wilkołak. Ja kiedyś skończę w cyrku, przysięgam!
A jeśli chodzi o dziewczyny.. To zawsze był tylko flirt, kilka pocałunków i "misiaków", nic więcej. Jakoś nie spotkałem jeszcze tej jedynej, która skradła by moje serce na dłużej niż godzina czy dwie. Stałe związki nie są dla mnie. To... To jeszcze gorsze niż więzienie. Raz obejrzysz się za inną, dostajesz po głowie. Zupełnie jak pies... Przecież ja jestem wilkołakiem. O czym w ogóle ja gadam? Dostaję na głowę.
Pora była pożegnać się z mamą. Billa nie dobudziła. Trudno. Ale będzie mi strasznie przykro, że nie opieprzył mnie na do widzenia. Nikogo oprócz wścibskich starych plotkar nie obchodziło, że wyjeżdżam. Tylko one, trzy wielkie hrabiny gapiły się na mnie.
Kiedy dotarłem na peron, pociąg akurat ruszał. Szybko wskoczyłem do pojazdu i usiadłem w pustym przedziale. Torbę wsunąłem pod kanapę i zniknąłem. Zrobiłem się niewidzialny. Po co ktoś ma się na mnie gapić? Nie lubię, kiedy ktoś to robi. Właśnie dlatego ta szkoła mi się nie widzi. Ale cóż, mama chce dobrze.
Całą drogę przespałem. Dopiero w lesie otworzyłem oczy. Czekała na mnie dorożka, z jakąś szczupłą panienką w środku. Czyżby uczennica? Całkiem niezła.
- Witaj w Black Academy - przywitała się - Nazywam się Alice Conolly i jestem wicedyrektor tej szkoły.
A zapowiadało się tak dobrze!
- Tom Kaulitz, miło poznać.
Rozsiadłem się na przeciwko niej. Po kilku sekundach ruszyliśmy. Byłem bardzo pobudzony, jednak znudzony tym wszystkim. Tylko czekać do przyjazdu Billa. To się zdziwią, że jest dwóch Kaulitzów!
- Słyszałam, że nie chciałeś rozstać się z bratem - zagadała
- A kto lubi rozstawać się z gościem, z którym siedział 9 miesięcy w jednym brzuchu? Musiałem dzielić się z nim jedzeniem, co nie było OK. - wzruszyłem, a ona się zaśmiała.
To nie miało być śmieszne.
- Widzisz Tom, doskonale, że wybrałeś profil sportowy. Twoja budowa ciała jest znakomita. Jak dobrze się orientuję, masz problemy...
- Z matmą, jasne. - wtrąciłem jej
- Gdybyś mógł mi nie przerywać, byłabym bardzo wdzięczna.
- Pffhh - prychnąłem i zrobiłem się niewidzialny, a ona spanikowała.
- Rozumiem, niewidzialny wilkołak.
- Ile w szkole ich jest?
- Bardzo dużo. Ale nikt nie musi wiedzieć, że nim jesteś.
- I tego się trzymajmy.
Po dojeździe do szkoły od razu wybrałem się do pokoju. Na razie nie miałem współlokatora, co mnie niezmiernie cieszyło. Może da się to utrzymać aż do przyjazdu Czarnego? Bliźniacy Kaulitz w jednym pokoju. Po co mi jakiś gostek którego nie znam? Wolę brata.
- Nie chodzi o to, tylko o to, że muszę zostawić was tu na cholernie długi czas - burknąłem siadając na łóżku.
- Zawsze mogę Billa przenieść do ciebie, ale to dopiero na semestr.
- Ta opcja mi się podoba.
Nie cierpię zostawiać Billa. Nienawidzę być z dala od niego. Jest moim bliźniakiem, do jasnej ciasnej. Jesteśmy jednym duchem w dwóch ciałach.. No i jesteśmy jak lusterko. On jest przed, ja w. Dlatego ja jestem lewo, a on praworęczny. To jest ta magia w nas. Magia w posiadaniu bliźniaka. Może i się różnimy - wyglądem czy zachowaniem, ale kiedy z niego zmyje się makijaż, zdejmie mu się kolczyki i te wszystkie ubrania, jest zupełnie jak ja. Chociaż on ma szerszą szczękę, jest wyższy i szczuplejszy. No ale kurde, bliźniak! Jednojajowy! Zawsze lubiłem go wkurzać, znikając mu z pola widzenia. Za to on, potrafi latać, i denerwuje mnie, ponieważ często podbierał mi rzeczy i wylatywał z domu, rzucając gdzieś do sadzawek. Jednak dorośliśmy, jesteśmy pełnoletni. Szkoda tylko, że muszę wyjechać. Pieprzone 10 minut nie robi różnicy!
Ale ktoś musi opiekować się mamą, dlatego Bill powinien zostać.. On umie pomóc i takie tam, ja się od tego wymigiwałem i teraz żałuję.
- Pora się spakować - mama rzuciła mi torbę podróżną na podłogę - Ubrania, potrzebne przedmioty typu szczoteczka, pasta do zębów, szczotka, patyczki do uszu..
- Poradzę sobie - spojrzałem na nią z politowaniem - Mam 18 lat, gdybyś zapomniała.
- Wiem, Tom. Ale po tych 18 latach ty jako pierwszy opuszczasz rodzinny dom.
- Tak samo było z twoim brzuchem. Bill nie wiedziałby, jak się urodzić, gdybym ja nie zrobił tego pierwszy - uśmiechnąłem się do niej, na rozluźnienie atmosfery - Gdzie on właściwie jest?
- Śpi.. Wczoraj był tak zaspany, że zamiast cukru z woreczka do herbaty dosypał sobie proszki nasenne. Oh, ten mój Billy!
- Nie zapomnę jak dwa lata temu siedział mi na kolanach i śpiewał piosenkę, tylko nie pamiętam, jaką. Był tak schlany, że szok.. Cud, że w ogóle dał radę usiedzieć!
Mama się zaśmiała.
- No cóż, zjedz śniadanie. Za godzinę masz pociąg. - westchnęła składając moją ulubioną bluzkę w idealną kratkę.
- Za godzinę? Kiedy Bill wziął te proszki i ile?
- Wczoraj około dziewiątej, wsypał sobie trzy łyżeczki.. Czyli pewnie obudzi się za jakieś dwie godziny..
- Nie wyjadę bez pożegnania z bratem - skrzyżowałem ręce na piersi
- Poskładaj resztę ubrań a ja spróbuję go obudzić. Ale Tom - zatrzymała się - POSKŁADAJ, nie pozwijaj i wrzuć do torby.
- Jasne, jaaaasne.. - wziąłem spodnie, złożyłem je i włożyłem do torby. Kiedy wyszła, wszystkie koszulki upchnąłem po rogach bagażu, spodnie zwinąłem w ruloniki. Z łazienki zabrałem swoje rzeczy i też je skitrałem w torbie. No i co? Jestem spakowany.
Zszedłem do kuchni i zrobiłem sobie płatki. Może ostatni raz w ciągu tego wyjazdu je jem? Ciekawe, co tam podają.. Mam profil sportowy, pewnie same zdrowe i odżywcze rzeczy. No ale kurczę, jakimś burgerem czy colą od czasu do czasu nikt nie pogardzi! Z resztą, pożyjemy - zobaczymy.
Bycie wilkołakiem nie jest fajne. Ile bym dał, żeby być normalny.. A nie, chować się przed każdą pełnią, żeby tylko żadna stróżka jej światła mnie nie dopadła. Co ja zrobię tam? Tu zawsze mama zamykała mnie w piwnicy, gdzie oprócz lampy nie było światła w ogóle. Wtedy pilnował mnie Bill.. Tresował mnie. O tak, tresowany wilkołak. Ja kiedyś skończę w cyrku, przysięgam!
A jeśli chodzi o dziewczyny.. To zawsze był tylko flirt, kilka pocałunków i "misiaków", nic więcej. Jakoś nie spotkałem jeszcze tej jedynej, która skradła by moje serce na dłużej niż godzina czy dwie. Stałe związki nie są dla mnie. To... To jeszcze gorsze niż więzienie. Raz obejrzysz się za inną, dostajesz po głowie. Zupełnie jak pies... Przecież ja jestem wilkołakiem. O czym w ogóle ja gadam? Dostaję na głowę.
Pora była pożegnać się z mamą. Billa nie dobudziła. Trudno. Ale będzie mi strasznie przykro, że nie opieprzył mnie na do widzenia. Nikogo oprócz wścibskich starych plotkar nie obchodziło, że wyjeżdżam. Tylko one, trzy wielkie hrabiny gapiły się na mnie.
Kiedy dotarłem na peron, pociąg akurat ruszał. Szybko wskoczyłem do pojazdu i usiadłem w pustym przedziale. Torbę wsunąłem pod kanapę i zniknąłem. Zrobiłem się niewidzialny. Po co ktoś ma się na mnie gapić? Nie lubię, kiedy ktoś to robi. Właśnie dlatego ta szkoła mi się nie widzi. Ale cóż, mama chce dobrze.
Całą drogę przespałem. Dopiero w lesie otworzyłem oczy. Czekała na mnie dorożka, z jakąś szczupłą panienką w środku. Czyżby uczennica? Całkiem niezła.
- Witaj w Black Academy - przywitała się - Nazywam się Alice Conolly i jestem wicedyrektor tej szkoły.
A zapowiadało się tak dobrze!
- Tom Kaulitz, miło poznać.
Rozsiadłem się na przeciwko niej. Po kilku sekundach ruszyliśmy. Byłem bardzo pobudzony, jednak znudzony tym wszystkim. Tylko czekać do przyjazdu Billa. To się zdziwią, że jest dwóch Kaulitzów!
- Słyszałam, że nie chciałeś rozstać się z bratem - zagadała
- A kto lubi rozstawać się z gościem, z którym siedział 9 miesięcy w jednym brzuchu? Musiałem dzielić się z nim jedzeniem, co nie było OK. - wzruszyłem, a ona się zaśmiała.
To nie miało być śmieszne.
- Widzisz Tom, doskonale, że wybrałeś profil sportowy. Twoja budowa ciała jest znakomita. Jak dobrze się orientuję, masz problemy...
- Z matmą, jasne. - wtrąciłem jej
- Gdybyś mógł mi nie przerywać, byłabym bardzo wdzięczna.
- Pffhh - prychnąłem i zrobiłem się niewidzialny, a ona spanikowała.
- Rozumiem, niewidzialny wilkołak.
- Ile w szkole ich jest?
- Bardzo dużo. Ale nikt nie musi wiedzieć, że nim jesteś.
- I tego się trzymajmy.
Po dojeździe do szkoły od razu wybrałem się do pokoju. Na razie nie miałem współlokatora, co mnie niezmiernie cieszyło. Może da się to utrzymać aż do przyjazdu Czarnego? Bliźniacy Kaulitz w jednym pokoju. Po co mi jakiś gostek którego nie znam? Wolę brata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz