Zamknąłem się w swoim pokoju. Mam dosyć, chcę wracać. Jak inni mogą tu wytrzymać? Niech dadzą chociaż zakaz zamieniania się lub przynoszenia zwierząt kotopodobnych! Szlag mnie trafi. Tym bardziej, że nie chcę, aby inni wiedzieli, że jestem wilkołakiem. Wolałbym zamienić się z Billem, on jest wampirem, ma fajniej.. A ja przy każdej pełni muszę się chować przed światłem księżyca, bo inaczej zamieniam się w dwumetrową kupę sierści z cztero centymetrowymi kłami i pazurami. Jestem świadomy swojego zachowania podczas przemiany, ale wilkołak to wilkołak, pragnę pożywienia, jestem agresywny.. Gdybym spotkał Morgan jako kotkę po przemianie, prawdopodobnie by nie przeżyła. Tego się właśnie boję.
Wybrałem numer do mamy, co powinienem zrobić od razu po zameldowaniu się w pokoju.
- Tom? - odebrała - Co się stało, że dzwonisz?
- Czy zawsze musi się coś stać, żebym dzwonił? - warknąłem - Bill się obudził?
- Ho, już z cztery godziny temu! - odparła
- Powiedz mu, że nie wiem jak to zrobi, ale ma się ze mną rasą zamienić.
- Chyba żartujesz - prychnęła - To niemożliwe.
- W dupie to mam, nie chcę tu być, są tu zmiennokształtni, o mało zawału nie dostałem, kiedy zobaczyłem kota pod drzwiami od pokoju! Mamo, ja tu nie pasuję, nie potrafię.
- Tom, dopiero jeden dzień tam jesteś!
- Po pięciu minutach miałem dosyć! Chcę do domu.
- Nie zachowuj się jak sześciolatek. Później zadzwoń do Billa, ja mam gościa. Do usłyszenia, synku.
Rozłączyła się! Zero wsparcia. Kocham cię, mamo.
Przypomniałem sobie, że tak naprawdę nie wiem nic o tym miejscu. Chyba można pozwiedzać, prawda?
Wyjrzałem na korytarz, kota nie było, cicho jak w dupie, to wyszedłem. Zszedłem na parter. Trafiłem na jakąś dziewczynę. Przypomniałem sobie, że to właśnie na nią trafiłem do góry.
- Cześć - zagadałem, a ona spojrzała na mnie
- Hej - uśmiechnęła się
- Od dawna tu jesteś? - spytałem - Bo kompletnie jestem zgubiony w tym budynku, po prostu nie wiem, gdzie co jest i pomyślałem...
Sono?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz