-Scater jedziemy!
Głos mojej matki rozchodził się po całym domu. Zdążyłam się przyzwyczaić do hałasu ale to było coś innego. Szczerze nienawidziłam jej głosu. Szczególnie kiedy krzyczała. Zapakowałam mojego kota do transportera i powolutku zeszłam na dół. Tylko po to żeby zdenerwować kobietę która na mnie czekała. Ojca nie było. Zresztą jak zawsze odkąd się wprowadziłam. Zapakowałam bagaże i odjechałyśmy. Matka jak zawsze zaczęła swoje wykłady na temat jak mam się zachowywać w szkole. Wyłączyłam się po pół godziny słuchania tych bzdur.
-Dziecko czy ty mnie w ogóle słuchasz? Zresztą nie ważne. Pamiętaj to najlepsza szkoła więc się staraj. Wiem, że potrafisz.
-Niby skąd to wiesz? - powiedziałam za nim zdążyłam ugryźć się w język.-To znaczy oczywiście mamo - uśmiechnęłam się cudownie.
Oczywiście przyjechałyśmy spóźnione bo ta kobieta jeździ jak dziewięćdziesięcio pięcio latek z alzheimerem. Jakaś kobieta czekała na nas przy wejściu do szkoły. cały budynek był w miarę ładny. Naturalnie spóźnienie zostało nam wybaczone bo przecież mojej matce wszystko się wybacza. Okazało się, że to wicedyrektorka Alice Conolly. Przeprowadziła ze mną krótka rozmowę żeby się czegoś dowiedzieć. Na szczęście nie pytała o zbyt dużo albo zniechęciłam ją jod razu. Na początku zaniosłam swoje bagaże do pokoju i wyjęłam Mantuiego z transportera. To chyba dwuosobowy ale mojej współlokatorki jeszcze nie było. Mam cichą nadzieję, że tak pozostanie ale moja podświadomość uporczywie przypominała mi, że i tak będę z kimś mieszkać. Więc trudno przyzwyczaję się, może to nawet nie będzie takie złe. Biały kocur od razu zaczął przytulać się do mojej nogi.
-Chodź oprowadzę cię - powiedziała ciepło.
Ta kobieta była nienaturalnie wesoła. Przynajmniej dla mnie. Kiedy doszłyśmy do schodów zadzwonił jej telefon. Przeprowadziła dwu minutową rozmowę i odwróciła się do mnie z zakłopotaną miną.
-Bardzo cię przepraszam. To się zwykle nie zdarza podczas gdy kogoś oprowadzam ale muszę iść załatwić ważną sprawę z dyrektorem. Zaraz przyślę do ciebie jakiegoś ucznia na zastępstwo żeby ci pomógł - uśmiechnęła się radośnie.
-Jasne - mruknęłam.
Usiadłam pod ścianą i czekałam bo co mi pozostało? Tak minęło kolejne pół godziny. Zaraz ktoś przyjdzie - dobre sobie. Mój kot wskoczył mi na ręce i tylko co chwila mruczał. Co przypominało mi, że w ogóle jeszcze żyję. Usłyszałam ciche kroki i ktoś przede mną stanął. Mój kot zeskoczył ze mnie i zaczął syczeć jak by ten przybysz był jego największym wrogiem. Wstałam powoli nie spiesząc się ani trochę bo z jakiej racji? Ja czekałam cholerne pół godziny aż ruszy swój szanowny tyłek.
~Kolejna ze stukniętym zwierzątkiem~ Aha znowu przez przypadek usłyszałam czyjeś myśli. Ale one naprawdę aż krzyczały. Nie da się przejść obok takich obojętnie i nie wiedzieć o co chodzi w czyjejś głowie. Niektórzy tak mają. Co nie znaczy, że mnie to nie irytuje.
-Wątpię, że mój kot jest chociaż w połowie tak stuknięty jak ty - syknęłam. - Poza tym jestem Scater - wymamrotałam i wyciągnęłam rękę.
(Ktokolwiek chętny?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz