Ironia? Jakże to był cudowny początek. Zapewne lepszy niż coś w stylu " Ej, patrzcie! Prawdziwy doktor Franken Stein do nas przybył. Będzie robił na nas szalone sekcje. Uhuhuhu... boję się. ". Rzuciłem mężczyźnie umęczone spojrzenie, ale wątpię, by je widział. Mimo to byłem mile zaskoczony. W sumie... jeśli były tu osoby pokroju dziewczyny zmieniającej się w kota, który ma ludzka posturę to mój wygląd nie powinien nikogo zbytnio dziwić. O dziwo, byłem nawet zadowolony. Uśmiechnąłem się lekko, podniosłem swe cztery litery i przeciągając się nieco nakręciłem sobie śrubkę.
-Oj... zwykle strzelam jak kulą w płot, więc nie musisz się martwić o swoją rozczochraną. - rzuciłem rozbawiony – Choć... niedługo może się to zmienić. - westchnąłem – Być może mi się z czymś w końcu poszczęści. - spojrzałem w księżyc odbijający się w tafli wody, a potem w rozgwieżdżone niebo. W mojej duszy narodziła się nadzieja i prawdopodobnie miała zamiar rosnąć. Ciekawe... bardzo ciekawe. Skąd u mnie takie " ludzkie " odczucia?
-Cóż... - sięgnąłem po walizkę -... będę się zbierał. Muszę znaleźć biuro czy coś w tym stylu, żebym nie musiał spać na ogrodach. - uśmiechnąłem się – Gdyby nie ty to zapewne bym tu usnął. Dziękuję, że mi na to nie pozwoliłeś. - rzuciłem wdzięcznie, zszedłem z mostu i ruszyłem brukowaną ścieżką. Światła w budynku nadal się paliły. Zyskałem więcej świadomości i już nie kręciłem się jak ułom po korytarzach akademii. Udało mi się znaleźć miejsce, gdzie pokierowali mnie do recepcji, w której było dość sporo osób. Całodobowa szkoła? Coraz ciekawiej.
Dano mi klucze do pokoju w akademiku i dano wszystkie niezbędne dokumenty, czyli plan zajęć, mapkę obiektu i tym podobne. Nie miałem najmniejszej ochoty tego czytać, więc postanowiłem, że jak tylko wpadnę do pokoju to od razu do łóżka i spać.
Przeszedłem chwilkę chodnikiem i trafiłem do akademika. Dałem kobiecie na recepcji dokument, że naprawdę mam tam zamieszkać, a nie wpadłem do kumpeli na imprezę. Okazało się, że owa kobieta mimo niezbyt olśniewającego wyglądu była miłą osobą i bez żadnych problemów pozwoliła mi przejść. Wsiadłem sobie do windy, która się niestety trochę wlokła, ale koniec końców wpadłem do swojego pokoju. Położyłem walizkę pod ścianą, ściągnąłem z siebie ubrania rzucając je gdzieś na ziemię i od razu zawinąłem się w kołderkę i zasnąłem. A o mężczyźnie spotkanym na moście zupełnie zapomniałem.
~~~~Rankiem~~~~
Nie zadzwonił mi budzik, bo po co ustawiać go wieczorem, aby zadzwonił na następny dzień. Mój zegar wewnętrzny obudził mnie jednak długo przed zajęciami i mogłem spokojnie zabrać się za rozpakowywanie. Kiedy wybiła godzina siódma rano przygotowałem się na zajęcia i udałem się do odpowiedniej sali. Moje pojawienie się nie zbudziło większego zainteresowania z czego byłem wręcz uradowany i gdybym tylko chciał to bym skakał z radości niczym Hatsune Miku. Pierwsze zajęcia to była anatomia człowieka. Lepiej trafić nie mogłem. Chrząstki, nerwy, krwiobiegi, mięśnie... cudowny przedmiot, który dawał tak wielką wiedzę o ludzkim ciele. Banan od ucha do ucha wymalował się na mojej twarzy i z takim zacieszem wparowałem do sali. Mieliśmy profesorkę... bardzo młodą. Zdziwiłem się, że tak młodzi ludzie mogą wykładać na akademiach, ale może miała wyjątkowy talent. Jak zwykle udzielałem się, dopytywałem o szczegóły, a z notatkami zapierdalałem jak mały motorek. Heh... faza na biologię tak bardzo. Zaraz rozległy się szepty, ale przestały one na mnie robić wrażenia parę lat wstecz, kiedy zacząłem dorastać i rozumieć ludzką nienawiść. Po zajęciach opuściliśmy salę. Akurat wychodziłem przedostatni. Ktoś był jeszcze za mną. Nagle ktoś mocno klepnął mnie w plecy.
-Dobry! Starych znajomych już się nie pamięta? - spytał znajomy głos. Przez chwilę – zwiecha systemu Windows, a później taki przebłysk – głos z wczoraj.
( Lucas? Przepraszam, że tak późno... szkoła i te sprawy. Jedno opowiadanie na dzień ;_; )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz