Deszcz nieznośnie uderzał w szybę, co tylko bardziej mnie irytowało. Kolejna lekcja anatomii, a ja zastanawiałem się coraz poważniej nad zmianą profilu. Kap, kap, kap. Słuchałem jedynie tego kiedy dotarło do moich uszu coś, czego naprawdę nie chciałem słyszeć.
- Panie Gotti, to jest lekcja, a nie drzemka w przedszkolu - usłyszałem szorstki głos nauczyciela.
- Taa - bąknąłem tylko podnosząc na niego wzrok
- Wiesz..., kazałbym Ci odpowiedzieć na jakieś pytanie, na które i tak nie odpowiesz bo jesteś po prostu głupi i nie nadajesz się zarówno do tego jak i do innych przedmiotów - powiedział wielce uczonym tonem
- Jaki pan motywujący - bąknąłem znów zerkając za okno
- Tak, dlatego dostaniesz dodatkowe zadanie domowe, fajnie co? - odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach
- Cudownie - stwierdziłem
On jednak już kontynuował lekcję. No to tak... Pogoda? Do dupy. Lekcje? Jeszcze gorsze. Mmm, a na deser miała być jeszcze pełnia, super, las pełny wilkołaczków, które nie umieją sobie poradzić z przemianą - miodzio. Kocham takie dni, po prostu brakuje jeszcze tylko kogoś kto by mi skręcił kark... Szkoda tylko, że by mnie to nie zabiło, a po prostu zrastało się miesiąc! Dobrze, skoro już starczy narzekania - robi się to nudne to przejdźmy dalej.
Oczywiście zadanie od profesora miałem głęboko w dupie, tak więc nie miałem najmniejszego zamiaru robić jakiegoś durnego zadania. Jedna jedynka w te czy we wte dużo nie zmieni. Wszedłem do pokoju i rzuciłem plecakiem w jego kąt. Teraz cieszyłem się jedynie z tego, że mój pokój jest jednoosobowy i nie będę musiał w najbliższym czasie nikogo tutaj gościć. Spojrzałem za okno. Dużo się nie zmieniło, wolno zaczął jedynie zapadać zmrok. Złapałem kurtkę i wyszedłem z pokoju, nie miałem zamiaru siedzieć tam i się nudzić jak ciele czekające na rzeź, a potem jeszcze gorzej skłamać, że nie miałem czasu na zrobienie zadań siedząc w pokoju. Na resztę wieczoru zaszyłem się w bibliotece. W jednym z najrzadziej odwiedzanych działów, a kiedy tylko na dworze zrobiło się całkiem ciemno wyszedłem. Deszcz zmienił się w śnieg, który zdążył już zakryć większość trawy, która i tak utraciła już swój zielonkawy kolor. Ruszyłem wolno przez park, w kierunku lasu. Nie chciałem już więcej patrzeć na ten budynek. Byłem już blisko i wszystko miało być ok, kiedy coś uderzyło z rozmachem w moje plecy, poczułem jedynie jak uderzam twarzą w śnieg. Na chwilę zamgliło mi się przed oczami, dopiero później syknąłem z bólu. Owa postać dalej siedziała mi na plecach, ale dopiero gdy się nieco otrząsnąłem wezbrała we mnie złość.
< Ktośby chciał?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz